Poezja i eseistyka w najlepszym formacie
  • In English
  • Strona główna
  • Mapa strony
  • Dodaj do ulubionych

Recenzje  Trzydzieści jeden medytacji. O nowym tomie Julii Hartwig w GW pisze Jarosław Mikołajewski 

Data dodania: 2016-05-10

Trzydzieści jeden medytacji. O nowym tomie Julii Hartwig w GW pisze Jarosław Mikołajewski

Okładka tomu Julii Hartwig

Poezja „Spojrzenia" to poezja głosów, które tajemniczą mądrością wtrącają się w kontrolowane myślenie. Poezja przebaczenia życiu i wdzięczności za życie.

Co łączy artystkę, którą Miłosz nazwał wielką damą polskiej poezji, z dziewczynką, która w 1936 r. w pisemku międzyszkolnym „W Słońce" jako J. Hartwiżanka drukowała swój pierwszy wiersz, zaczynający się od wersu „Ktoś zgubił słowo »poezja«"?

W sposobie mówienia - zaskakująco wiele, jak gdyby tamta, piętnastoletnia Julia miała już w sobie tę dobrze dziś znaną jasność myśli i wypowiedzi, elegancję i skromność, prostotę i zmysł tajemnicy. To są te pierwsze linijki najwcześniejszego wiersza: „Ktoś zgubił słowo „poezja"/ i szuka jej w obcym kraju / za dziwnym widnokręgiem / za którym nie dojrzysz więcej / prócz skrawka nadziei - przyszłość".
Rozwinięte w rozpoznawalną, wciąż obecną u Hartwig nutę moralną, która nie wynika ze skłonności do udzielania lekcji, lecz jest prywatnym wnioskiem zjakiegoś osobistego, zakrytego przed nami doświadczenia ujawnionego tylko w tym, co najważniejsze. W zagęszczonej pewności, że „nic nie zbuduje nienawiść". Znając wczesny okres życia poetki, jej dorastanie w Lublinie, można sobie wyobrazić, że tę nadzwyczajną dojrzałość wyrobiły u niej rozmowy z bratem, wielkim fotografikiem. W jego pracowni, w której rosło szczególne, przebijające sufit drzewo i w której Edward Hartwig spotykał się min. z poetami Józefem Czechowiczem i Józefem Łobodowskim. I w mieszkaniu innej dorastającej poetki Anny Kamieńskiej, gdzie młodziutka Julia spędzała długie godziny po szkole.
(...)
W ostatnich tomikach Hartwig staje się wyjątkowo małomówna. Coraz rzadziej zdaje w nich sprawę ze zdarzeń, znakowi obecności zewnętrznych, bieżących, coraz częściej ze snów, postaci, które w nich przychodzą, pozasłownej mądrości, którą pozostawiają po przebudzeniu. Tak ze słowem działo się już w tomiku „Zapisane" (a5, 2013), który przyniósł poetce Nagrodę im. Szymborskiej, ale w zbiorze „Spojrzenie", który w tych dniach trafia do księgarń, ta perspektywa jeszcze się wyostrza.
Julia Hartwig wydaje nowy tomik - w 95. rocznicę urodzin i 60. debiutu książkowego. Trzydzieści jeden wierszy, które się na niego składają, to w większości świadectwa zatopienia w sobie - w myślach, medytacjach, pragnieniach. Wyniesione dla nas z tego zatopienia słowa prawie milczące. Wezwanie do opiekuna - „strażnika nocy", o którego próżno, lecz też zbytecznie pytać, kim jest. Poetka zostawia nas w najszczęśliwszym dla czytelnika momencie, który nie ma końca. W chwili, kiedy słowo weszło w nas, lecz się nie dopowiedziało. Będzie się wyzwalało razem z naszym życiem. Z naszym zasypianiem. Poezja „Spojrzenia" to poezja głosów, które tajemniczą mądrością wtrącają się w kontrolowane myślenie. Poezja przebaczenia życiu i wdzięczności za życie. Zmysłu wyższej sprawiedliwości, gdzie pogodzone jest wszystko, co niby sprzeczne. A zatem - poezja przeciwstawieństw i paradoksów. Przymiarek do jakiegoś przyszłego miejsca i stanu - prób, by „wyćwiczyć ten szczególny krok/ i posłyszeć bodaj kilka taktów/ Symfonii Nieznanego Świata". Rzadkich, wciąż żywych obrazów. Ponownych zaistnień - dawno poznanego Billa i jego rodziny, o których „nic mi nie wiadomo/ ale przecież są/bo byli". Jej wiersze nigdy nie były tak niedopowiedziane, otwarte, znikliwe. Nawet tam, gdzie - rzadko - pojawia się w nich twarda konstatacja, jak „nikt nie kocha dosyć", nie wiemy, kto to mówi, kogo kochać powinniśmy byli, kogo powinniśmy teraz. Nie wiemy, kto miał szansę na tę naszą miłość. Kto na nią zasłużył, kto niezasłużenie mógł dostać. „Broń się serce strwożone/ gdy czas na pamięć/ rzuca uroki/ zamawia ją wiatrem/zamawia ją szeptem".

Gazeta Wyborcza, Warszawa 10-05-16 DZ. / Nr 108

opracowanie Prekursor