Poezja i eseistyka w najlepszym formacie
  • In English
  • Strona główna
  • Mapa strony
  • Dodaj do ulubionych

Media  "Ryszard Krynicki, twórca i człowiek ostrożnie posługujący się ironią, wcielenie dostojeństwa, podszyty jest łobuzem" 

Data dodania: 2014-06-15

"Ryszard Krynicki, twórca i człowiek ostrożnie posługujący się ironią, wcielenie dostojeństwa, podszyty jest łobuzem"

Okładka tomu Ryszarda Krynickiego

O tomie "Haiku. Haiku mistrzów" Ryszarda Krynickiego pisze w Gazecie Wyborczej Piotr Śliwiński


W Japonii twórca haiku jest po prostu mistrzem, najlepszym z wielu. W Polsce grozi mu, że zostanie posądzony o zawłaszczenie cudzej, do gruntu odmiennej tradycji dla zbudowania własnej wyjątkowości. U nas milczenie, a ściślej mówiąc - ciąg dalszy wiersza w postaci milczenia - jest efektem szczególnym, zrozumiałym jedynie w sytuacji nadzwyczajnego zaufania dla danego poety. Ufamy, ze milczenie Norwida jest przepastne, nie wierzymy niezliczonym specjalistom od zaciskania ust, zawieszania głosu, znaczących pauz, wielokropków, niedopowiedzeń, często mając to za wyraz - paradoksalnie - grafomanii. Krynicki wszedł więc na obszar zaminowany przez wygórowane oczekiwania i zatwardziałą nieufność.

(...) Ryszard Krynicki jest poetą bodaj najlepiej usposobionym do tworzenia i tłumaczenia haiku. Zaczynał jako konstruktywista, wybitny kontynuator awangardy krakowskiej, wielbiciel Tadeusza Peipera, autor wierszy nie tylko poruszających i ważnych dla społecznej świadomości, ale i znakomicie, precyzyjnie obmyślonych. Od końca lat 70. jego poezja ewoluowała w stronę aforystyki, ciało wiersza coraz bardziej się kurczyło, nabierając zarazem duchowego rozmachu. Ta zmiana nie wszystkim się podobała, mówiono o akrybii, obsesyjnej skrupulatności w stosunku do znaczeń, której fatalnym skutkiem miało być ostateczne zamilknięcie.

(...) Jednak Krynicki nie oniemiał, co więcej, dzisiaj - kiedy krótka, aforystyczna forma powraca z impetem w wierszach także wielu młodych poetów - jego powściągliwość, nieprzypadkowa, oparta na formalnej dyscyplinie, uzasadniona moralnym nakazem oszczędzania języka w sytuacji ciągłej dewaluacji, stała się niemal wzorcem. Medytacje Krynickiego wynikają bowiem z premedytacji, wyrachowania, bez którego wiersz jest zazwyczaj niemożliwy. Ta książeczka jest pięknie skomponowana. Zaczyna się od "prawie haiku", układanych przez lata drobnych utworów, które bywały osadzane w kręgu japońskich inspiracji. Zebrane, prowadzą jednak wcale nie do Japonii, lecz do samego centrum rozterek, które wznieca twórczość autora "Niepodległych nicości". Pierwsza z nich odnosi się do odpowiedzi na pytanie, co przynależy poezji, co można uczynić wierszem, po co się pisze, mówi i, w końcu, czy nie lepiej - mądrzej, godniej - byłoby nie pisać i nie mówić. Co do ostatniego, poeta nie ma wątpliwości: poezja jest wartością, jedną z niewielu zasługujących na przetrwanie. Mimo to Krynickiego nie opuszcza depresyjne poczucie kruchości i nie odstępuje go głód oparcia. Jest poetą wśród ambiwalencji, skłonnym - właśnie w wierszach zdefiniowanych jako "prawie haiku"- do wypróbowywania zaklęć, które nadałyby kształt chaosowi. Stąd to ciągłe pytanie: co może wiersz? I szereg wątpiących odpowiedzi: "Złe wiersze/ nie nawrócą despoty./ Dotyczy to, niestety, także dobrych wierszy"; "Co różni bazgroły dziecka/ od rękopisu w Muzeum Literatury?/ Z obu przebija horror vacui". Naprężenia w tych tekstach powstają nie tylko między mistycyzmem i formalizmem, poszukiwaniem i niepewnością istoty rzeczy, słowem i brakiem słowa, ale także między intuicją Boga i wrażeniem tymczasowości wszelkich na ten temat stwierdzeń. A poza tym, koniecznie należy dodać, między powagą i dowcipem. Krynicki, twórca i człowiek do szpiku kości zamyślony, ostrożnie posługujący się ironią, wcielenie współczesnego dostojeństwa, podszyty jest humorem, by nie powiedzieć - łobuzem. Oto przykład: "Niektórzy głoszą, że sam Czesław Miłosz/ zatkał ucho, gdy śpiewać rozpoczął Świetlicki./ Inni, że jedynie przyłożył doń rękę -/ żeby lepiej słyszeć".

(...) Najobszerniejszą część tomu wypełniają tłumaczenia z dorobku czterech klasycznych wirtuozów gatunku: Basho, Busona, Isso i Shiki. Przekłady dokonane zostały za pośrednictwem głównie niemieckiego, także czeskiego i rosyjskiego, co w odniesieniu do utworów spisanych w językach egzotycznych jest praktyką częstą i akceptowaną. Trudno ocenić wynik translatorski, może to zresztą w ogóle niewykonalne i niepotrzebne. Wystarczy odczucie, że tłumacz starał się włożyć w teksty cały kunszt, jakim dysponuje, i całą delikatność, bez której zgłoski nie mogłyby się rozwinąć w obrazki. Bo tak sobie wyobrażam autora czy tłumacza haiku: jak iluzjonistę, może nawet maga, który z największą czułością zdmuchuje z dłoni słowa, te zaś zmieniają się w obrazy, pejzaże, całe panoramy.

opracowanie Prekursor