Poezja i eseistyka w najlepszym formacie
  • In English
  • Strona główna
  • Mapa strony
  • Dodaj do ulubionych

Aktualności » Wydarzenia  Odnoszę wrażenie, że ”Osobnikt” jest moim maksimum poetyckim. Kto wie, czy nie jest to moja ostatnia książka, która, mówiąc Czesławem Miłoszem, nie chce być zanadto poezją, ani zanadto prozą.  

Data dodania: 2020-04-05

Odnoszę wrażenie, że ”Osobnikt” jest moim maksimum poetyckim. Kto wie, czy nie jest to moja ostatnia książka, która, mówiąc Czesławem Miłoszem, nie chce być zanadto poezją, ani zanadto prozą.

Okładka tomu Krzysztofa Siwczyka

O życie w czasach epidemii i nowej książce mówi Krzysztof Siwczyk w rozmowie z Małgorzatą Lichecką

Kałgorzata Lichecka: Odosobnienie, izolacja – te słowa codziennie odmieniamy przez przypadki. Ale przecież poeta, twórca żyje w izolacji. Takiej w skali mikro, potrzebnej do pisania, zebrania myśli. Jednak w czasach zarazy nabiera ona fundamentalnego znaczenia. Wepchnięto nas w nią wszystkich. Jak ją znosisz? Można/trzeba ją oswoić?

Krzysztof Siwczyk: Izolacji trzeba się nade wszystko nauczyć. Jednym z mistrzów izolacji był Tadeusz Różewicz, którego lekturę teraz ponawiam. Który to już raz w życiu przekonuję się, że był prorokiem różnych apokalips. Dodajmy naprędce: prorokiem bez wyznawców. Wyznawcy zawsze odkształcają i banalizuję surową regułę apokalipsy. A tak poważnie – stan obecny jest w jakimś sensie rozwinięciem tego, o czym wiedzieliśmy od dawna. Za kryzysem ekologicznym, przyszedł w sposób naturalny pat pandemiczny, bo wsłuchując się w głos nauki twierdzę, że ten wirus ma etiologię naturalną, a nie jest chińską bronią biologiczną, jak twierdzą niektórzy. Znoszę ten pat dobrze, bo jak mówisz, jest mi przyrodzony. Z drugiej jednak strony sytuacja kwarantanny i lęku nie jest niczym nowym w warunkach globalnej wioski. Przecież jako mieszkańcy tej wioski już dawno wyizolowaliśmy się z głębokich, ludzkich relacji. Owszem, przekonywująco odgrywamy spektakl ponowoczesnego życia, biegamy z tymi macchiato do pracy, łazikujemy niczym galerianie po spustoszonym pejzażu ziemi, coś tam bredzimy o dobrych zmianach, zmianach na lepsze itd. Koronawirus jest próbą generalną przed premierą apokalipsy, o której jeszcze nic nie wiemy, ale z pewnością pracujemy na jej rzecz intensywnie.

ML: Co teraz porabiasz? Zmieniły się Twoje rytuały w związku z epidemią? Myślisz bardziej intensywnie o urodzie życia? A może wręcz przeciwnie, wcale cię nie interesuje? Bijesz się w piersi? Żałujesz czegoś?

KS: Niczego nie żałuję, bynajmniej. Z pewnością trudno będzie mi zorkiestrować się z chórem głosów, które słychać w przestrzeni społeczno-politycznej, nawołujących do przemyślenia swojego życia od początku, do właściwego hierarchizowania systemu wartości, wreszcie do poważnej korekty tego, co w życiu istotnie ważne. Ja akurat wiem, co w moim życiu jest ważne i w żadnym stopniu pandemia nie może mnie w tym przekonaniu zachwiać. Nie mam w sobie moralnej siły bohaterów Camusa, i nie czuję potrzeby wewnętrznej spowiedzi. Żal mi oczywiście bliskich i przyjaciół, z którymi się nie widuję. Rytuały codzienności to w moim przypadku kawa i praca nad tekstami. Jasne, wolę to robić w miejscu pracy, ale mogę to robić w domu. Żal mi mojej córki, która tęskni za przedszkolem. Z drugiej strony mam jej więcej dla siebie. Generalnie przyglądam się diagnozom psychologicznym. Ta izolacja dla wielu ludzi będzie sądnymi dniami związków, relacji, pracy. Po tym wszystkim trzeba będzie ogromnej pracy u podstaw naszych psychik, a nie tylko u podstaw dna w portfelu. Uroda życia, o której mówisz, polega poniekąd na przygodnej grozie, która to życie nawiedza. Dana jest nam pewna szansa egzystencjalna. Oto za naszego życia widzimy panświatową korektę złudzeń o bezpieczeństwie i dającej się racjonalnie przewidzieć przyszłości. Skądinąd można tą szansę wykorzystać: dbać o bliskich, kochać, troszczyć się o seniorów. Poeta Marcin Świetlicki nie tak dawno opublikował wiersz, w którym pada piękna fraza: ”jest później niż myślicie”. Coś mi się zdaje, że tak właśnie jest.

KL: Wiele z Twoich wierszy, poezji, esejów, duża część twórczości krąży wokół Gliwic. I choćbyś nie wiem jak chciał od nich uciec, oderwać się, zapomnieć, jakoś wymazać, ściąga cię to miasto. Czy to taki rodzaj pępowiny, której nigdy nie zerwiesz?

KS: Naturalnie, lubię kotwiczyć swoje teksty w konkretnym miejscu, ale w niekonkretnym już czasie. Interesuje mnie pisanie będące korektą wieczności, a nie odpowiedzią na incydentalne emocje jakiegoś konkretnego momentu historycznego. Dlatego nie trawię w literaturze zaangażowania politycznego, jakichś rozliczeń i górnolotnych manifestów ideowych. Cenię natomiast zaangażowanie w życie poszczególne, w jedyność, w pierwszą osobę liczby pojedynczej. Ta osoba u mnie dorastała, żyje i najpewniej umrze w Gliwicach. Im jestem starszy tym bardziej mam to miasto za swoje. Ono dużo dla mnie zrobiło. Ale jesteśmy kwita, bo gdziekolwiek jestem i cokolwiek robię zawsze tą gliwickość swoją manifestuję. Tak więc póki tą pępowiną tłoczy się jakaś odżywcza dla wyobraźni substancja, póty nie mam potrzeby jej przyduszać albo odcinać. Oczywiście każdy skądś jest. Nie ma co tworzyć tu martyrologicznej otoczki czy gloryfikować wyjątkowości tych miejsc, czy miast genezyjskich. Tak się akurat złożyło. Jestem gliwiczaninem w tym sensie w jakim byli nimi Zagajewski, Kornhauser, Różewicz, Bieniek, Lewczyński, Rydet. To miasto jest dla mnie tożsamością ludzi, którzy tu mieszkali i którzy do dziś mi imponują.
(...)

ML: W wydawnictwie A5, przy wsparciu gliwickiej Czytelni Sztuki, ukazała się właśnie Twoja najnowsze książka poetycka – Osobnikt. W sumie to nie do końca jest to książka poetycka, bo mamy także W pomroce – sztukę, jednoaktówkę, dialog. Czym jest dla ciebie ten tomik?

KS: Czytelnia Sztuki dowodzona przez Grzegorza Krawczyka po raz kolejny przyczyniła się do ukazania się mojej książki. To wsparcie dotyczyło wcześniej tomu ”Mediany”. A jeszcze wcześniej eseju ”Koło miejsca/Elementarz”. Co tu kryć – to są moje najlepsze książki. Skąd to wiem? Stąd, że znam skalę własnych ograniczeń. Zawdzięczam więc Gliwicom również zupełnie pragmatyczne i praktyczne wsparcie. Zwłaszcza teraz, gdy dla literatury wysokoartystycznej nastał czas potopu. Po prostu została zalana morzem literackiego chłamu. Odnoszę wrażenie, że ”Osobnikt” jest moim maksimum poetyckim. Kto wie, czy nie jest to moja ostatnia książka, która, mówiąc Czesławem Miłoszem, nie chce być zanadto poezją, ani zanadto prozą. Jest formalnie zanieczyszczona. Są tu kawałki prozy poetyckiej, wiersze, sztuka, a właściwie jednoaktówka. Wszystko chyba w duchu Różewicza, a przynajmniej tych jego książek, które nie tylko były, ale również ”wyglądały” awangardowo. „Osobnikt” jest moją najpełniejszą wypowiedzią o przygodach owego ”Osobniktosia”.
(...)

Nowiny Gliwickie, 1 kwietnia 2020

opracowanie Prekursor