Poezja i eseistyka w najlepszym formacie
  • In English
  • Strona główna
  • Mapa strony
  • Dodaj do ulubionych

Aktualności » Wydarzenia  "Nagradzamy tom "Zapisane", wyjątkowo precyzyjnie skomponowany, tom, w którym liryki na pozór odrębne podporządkowane są całości większej i w niej dopiero niosą szczególne przesłanie."  

Data dodania: 2014-11-06

"Nagradzamy tom "Zapisane", wyjątkowo precyzyjnie skomponowany, tom, w którym liryki na pozór odrębne podporządkowane są całości większej i w niej dopiero niosą szczególne przesłanie."

okładka tomu Julii Hartwig

Laudacja Adam Pomorskiego wygłoszona podczas gali wręczenia Nagrody im. Wisławy Szymborskiej










Szanowni Państwo,
w ubiegłym roku, w pierwszej edycji Nagrody Wisławy Szymborskiej, kapituła stworzyła precedens nagrodzenia ex aequo dwojga laureatów. W tym roku Nagrodę za tom wierszy wydany w roku 2013 składamy w ręce tylko jednego poety, a ściślej: Poetki – pani Julii Hartwig.
Nagradzamy tom "Zapisane", wyjątkowo precyzyjnie skomponowany, tom, w którym liryki na pozór odrębne podporządkowane są całości większej i w niej dopiero niosą szczególne przesłanie.
Mimo oszczędności słowa, prostoty, unikania patosu, mimo powściągliwości i dążenia do kondensacji – poezja Julii Hartwig nie jest łatwa. Obraca się – jak to ujęła sama poetka – w „rejonach nieuniknionej powagi”, choć „od tej powagi dyskursu sami poeci dziś stronią”. Odwołuje się zarazem do kategorii ostatecznej – mianowicie do pojęcia ładu. Czyni to poetka wplecionym w wiersz cytatem: „szanować ukryty ład istnienia poza granicami materialnego świata”. Na takie dictum mało kto w dzisiejszej poezji śmiałby sobie pozwolić. Hartwig pisze o „niespodzianej radości” życia, o „zachwycie” ziemskim krajobrazem, podkreśla przypisanie do istnienia, ale górę bierze w tomie Zapisane perspektywa esencji, a nie egzystencji.
Ta liryczna eschatologia sięga bardzo starodawnych tradycji. Nie jest to tradycja biblijnej apokalipsy. To raczej archaiczna tradycja grecka z czasów, kiedy pojęcie etyczne zawierało się jeszcze w obrazie kosmogonicznym. Ład istnienia – dike – Grekom jawił się w obrazie płynących wód i jasności światła, docierającego do materialnego świata.
Taki pejzaż panował też dotąd w poezji Julii Hartwig. W tomie "Zapisane" „oczyszczenie” (to też termin autorki) sięgnęło obrazu: żywioł wody pojawia się rzadko, wyłącznie w ciemnej tonacji – jako abstrakcyjny zwrot i jako budzący zachwyt „ciemno połyskujący klejnot jeziora pod okolonym górami niebem”. Żywioł światła nabrał natomiast etycznej namacalności: „Światło tak jasne / że wszystko zakrywa / i z tą jasnością stoi [jej dusza zagubiona] twarzą w twarz / bo stamtąd idzie oskarżenie”. „Odkrywa po latach wszystko co zagubione / [...] / a światło co się przed nim odsłania / jest tak gęste że wszystko zataja”.
Przemawiają ustawiczne antynomie: ciemność/jasność, zapisane/niezapisane, pamiętane/niepamiętane, żywe/nieżywe – bez wyjścia, bez zniesienia sprzeczności. Nie ma potrzeby doszukiwać się tu metafizycznej tajemnicy: raczej poczucia niewiedzy i trudności nazwania rzeczywistości, u której granic staje podmiot liryczny. Kim on jednak jest? Zaczyna się ta książka od przedziwnej niemal pochwały zapominania niezapisanych wspomnień: zapominania zapewne dobroczynnego, jeśli pozwala oddalić grozę zakłócenia owego podstawowego ładu. Niezapisane i niezapamiętane pozostaje „to, co wewnętrzne – nieznane / i sprzeczne z wypowiedziami / klarownym językiem”. Zaraz pojawia się jednak deklaracja nieufności wobec przywróconej nie wiadomo przez kogo „od lat uśpionej mowy”. Po odwołaniu do Pascala („nie miejcie nam za złe braku jasności / bo właśnie to wyznajemy”) pada przedziwne określenie człowieczeństwa, które przeczuwa w sobie każdy: „we wnętrzu jego ciemności / dokonuje się to co najważniejsze / a niewypowiedzialne / choć oddalone tylko słabym konturem / od jasności”.
Lecz ostatni wiersz w tomie, "Wigilia", mówi o powrocie – i o narodzeniu. Las choinek stłoczonych na miejskim placu przypomina, o dziwo, „chór niewolników który nocą śpiewa pieśń skazańców z opery Verdiego”. A wśród dziecięcych wspomnień i zachwyceń nocy wigilijnej powraca obraz z prapamięci, indywidualny, choć utrwalony w tylu wizerunkach: „Ta nagle objawiona opiekuńczość nocy / tkliwie pochylonej nad uśpionym niemowlęciem”. A więc jednak Eurydyka zawraca od jasności, „oddalonej tylko słabym konturem”, w ciemność wnętrza, zapisaną, choć nie pamiętaną. Czy to aby nie podmiot liryczny? Eurydyka to po grecku: rozległa, szeroka sprawiedliwość, ład. Jak kiedyś z historiozoficznym optymizmem XIX wieku napisał Norwid: „Bo dzieje to wolność i ładność szeroka”. Nam na tym optymizmie zbywa. Taką poezję, taki tom honorujemy dziś nagrodą, choć w świetle tego, co powiedziano, i tego, co poezja ta mówi, trochę wstyd wyprowadzać ją na nasze targowisko próżności.

opracowanie Prekursor