Poezja i eseistyka w najlepszym formacie
  • In English
  • Strona główna
  • Mapa strony
  • Dodaj do ulubionych

Media  NAJLEPSZE SĄ OPOWIEŚCI PRZYNIESIONE Z TARGU 

Data dodania: 2014-06-15

NAJLEPSZE SĄ OPOWIEŚCI PRZYNIESIONE Z TARGU

Okładka tomu

Charles Simic w rozmowie z Jarosławem Mikołajewskim

"Czytanie Herberta? Lektura idzie jak po maśle, wszystko jasne i zrozumiałe, a potem, stopniowo, przychodzą ci do głowy różne dziwne myśli" - polecamy lekturę wywiadu, jakiego podczas swojego pobytu w Warszawie Charles Simic udzielił Jarosławowi Mikołajewskiemu. Wywiad ukazał się na łamach "Gazety Wyborczej".

JAROSŁAW MIKOŁAJEWSKI: Gdzie odebrałeś informację o nagrodzie?
CHARLES SIMIC: U siebie, w domu na wsi w New Hampshire. Była sobota, a zawsze w soboty chodzę na wysypisko śmieci. Wróciłem i kiedy zdejmowałem buty, zadzwonił Skype. Nie chciało mi się gadać o 8, ale odebrałem.
Jaki pejzaż masz wokół domu?
- Są drzewa. Jest też jezioro. Dlaczego pytasz?
Bo w mieście podobno widzisz wszystko, a na wsi nic.
- To prawda. Lubię miasta, bo to teatr - tyle w nich można zobaczyć. Mam przyjaciela nazywa się Charles Wright, jest świetnym poetą, a tematem większości jego wierszyjest plener, krajobraz. Mieszka w Wirginii i prawie zawsze mówi o naturze: o pogodzie, porach roku. Obserwuje drzewa i ptaki. Nie znam nikogo, kto w bardziej oryginalny sposób opisywałby księżyc czy zmierzch. Ale spróbuj tylko zabrać go do miasta i spytać, co widzi... Nic. Zero. Mówię mu kiedyś: „Byłeś w Rzymie, więc pewnie widziałeś skutery, śmigające vespy", ale spojrzał na mniejak na kosmitę. Tak samo selektywni są niektórzy malarze. Na przykład Giorgio Morandi, bolończyk, który miał uwagę wyostrzoną tylko na talerze i butelki. Tak więc mieszkam na wsi, ale nie dostrzegam tam prawie niczego. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że istnieją drzewa, ale moje widzenie jest ubogie. Dzieci zawsze śmiały się ze mnie z tego powodu. A w mieście wszystko dla mnie ożywa.
I rodzi wiersz?
- Właśnie. Widzę coś, i kiedy to coś we mnie wchodzi, czuję, że wiersz zaczyna się dziać. Ale dzieje się tylko wtedy, gdy ta rzecz czy sytuacja, którą zobaczyłem i która mnie zatrzymała, zaczyna łączyć się jeszcze z czymś innym. A wtedy rusza nieobliczalna przygoda. Wiersz idzie sobie w prawo, w lewo, na ukos. Łączy wszystko ze wszystkim i kiedy potem go czytam, myślę: „Jak mi to przyszło do głowy? Jak to się stało?".
Nie wszyscy poeci tak mają.
- Pewnie,że nie. Dlatego mówienie o poetach nie znosi ogólników. Co do procesu pisania wierszy, pamiętam, jak dziwnym zjawiskiem był dla mnie wielki Vasco Popa. Kilka lat przed wydaniem zbioru wiedział co do najmniejszego szczegółu, jaki on będzie. Mówił: „Na tę książkę złoży się pięć części: w pierwszej opiszę to, w drugiej tamto...". Słuchając go, myślałem: „Gówno prawda". Lecz kiedy książka Popy się ukazała, wyglądała dokładnie tak, jak zapowiadał... Znam kilku amerykańskich poetów, którzy przed zapisaniem wiersza parę lat wcześniej układają go w głowie.
Coś jednak chyba łączy poetów?
- Obowiązek pisania dobrych wierszy. Bo co innego?
Szczerość?
- A skąd! Znakomitymi poetami bywają i kłamcy. Pomijając już to, że poeci często kłamią, by powiedzieć prawdę.
A co cię łączy z Herbertem?
- Trudno powiedzieć, dlaczego jakiś poeta jest bliski. Z niektórymi czuję pokrewieństwo instynktowne jak z Baudelaire'em. Już po pierwszej lekturze w mig zrozumiałem, że jest dla mnie ważny. Podobnie jak Emily Dickinson, którą kocham od zawsze. Ją czyli to, co ona myśli o świecie, o Bogu, o czymkolwiek. Tak więc nie trzeba dzielić z poetą doświadczenia, żeby był bliski. Nie wiem, czy o bliskości Herberta zadecydowało wspólne doświadczenie wojny. Bo nie było identyczne. Byłem od niego młodszy, co musiało mieć konsekwencje w odbiorze bombardowań, śmierci, ucieczki. Kiedy wojna się skończyła, ja miałem siedem lat, on - chyba dwadzieścia. Ale pokochałem go od razu, w chwili kiedy przeczytałem jego wiersze - najpierw w przygotowanej przez Miłosza antologii poezji polskiej, która dla poetów amerykańskich mojego pokolenia była wydarzeniem
Mówisz „pokochałem". Tak byś określił to uczucie? Miłością?
- To trafne słowo. Pokochałem jego wiersze tak bardzo, że aż musiałem się od nich brutalnie oderwać. Powiedzieć sobie: „Przestań, bo w nich utoniesz".
Co jest w nim takiego fascynującego?
- Doświadczanie świata. Jego odbiór, sposób patrzenia. Uczestnictwa w nim i dystansu. Herbert podziwiał sztukę holenderską A na obrazach Holendrów poza głównym wydarzeniem czy obiektem zawsze dzieje się coś ubocznego. Na przykład jest piesek, który coś obwąchuj e, nie robiąc sobie wiele ani z powagi, ani z komizmu sytuacji. To jest również cecha poezji Herberta i bardzo ją lubię. Lubię, że zachowuje artystyczny dystans. To, że pozostaje bliski światu, który opisuje, szczegółowi, który zwrócił jego uwagę, a przy tym cofa się o krok, żeby zobaczyć, co dzieje się wokół. To jakiś rodzaj sprawiedliwości, która każe uwzględnić wszystko bez względu na to, czy elementy tego świata na pozór się łączą czy nie. Bardzo mnie ta postawa u Herberta ujęła Była czymś nowym, bo Amerykanie unikają łączenia tragedii z komedią. Nie wiedzą, czym to się je.
Może łączy cię z Herbertem ironia?
- Z tym zastrzeżeniem, że nie lubię samego słowa „ironia". Zwłaszcza w języku angielskim zakłada ono poczucie wyższości. Ironia należy w kulturze anglojęzycznej do obyczaju, jest wyrazem bon tonu: jeśli należysz do pewnego środowiska, musisz być ironiczny. To słowo po angielsku może brzmieć groźnie. Jeżeli więc ironia ma wiązać się z okrucieństwem czy chłodem, nie należę do ironistów. Wolę współczucie - postawę bliską Herbertowi.
(...)

opracowanie Prekursor