Poezja i eseistyka w najlepszym formacie
  • In English
  • Strona główna
  • Mapa strony
  • Dodaj do ulubionych

Recenzje  "Kronika rzucona na papier przez kogoś wrażliwego, przewrażliwionego na zapach zgniecenia i podporządkowania, kogoś poszukającego smaku wolności, jaki może poznać tylko w literaturze" 

Data dodania: 2014-07-07

"Kronika rzucona na papier przez kogoś wrażliwego, przewrażliwionego na zapach zgniecenia i podporządkowania, kogoś poszukającego smaku wolności, jaki może poznać tylko w literaturze"

Okładka tomu

Ewa Bieńkowska w "Zeszytach Literackich" pisze o "Wierszach zebranych" Stanisława Barańczaka


DZIEŁO BARAŃCZAKA

Stanisława Barańczaka "Wiersze zebrane" ogłoszone przez wydawnictwo a5 to wspaniały prezent dla czytelników. Każdy gruby wybór wierszy, a co dopiero wiersze zebrane, sprawia wrażenie biblii, księgi, z której czerpie się wzruszenia i mądrość; mądrość, bez której nie ma prawdziwej — dobrej — poezji. Toteż ten tom ważyłam w rękach, najpierw przebiegałam ostrożnie od spisu treści i indeksu alfabetycznego utworów. Zestawiałam tytuły kolejnych tomików, żeby przypomnieć sobie, jak ich brzmienia towarzyszyły latom, dziesięcioleciom mojej, naszej, przeszłości; potem, jak dochodziły z zagranicy, jak tworzyły wokół siebie kręgi zapalonych wielbicieli, gdzie je czytano i komentowano wśród przyjaciół. Sama doznałam wstrząsu przy czytaniu Chirurgicznej precyzji, tomu, który jak mi się zdaje, wyznaczał kulminacjęjuż nie tyle tak oczywistego Barańczakowego mistrzostwa, ile intensywności wyrazu, głosu podnoszącego się z głębokości. I zdumienie przy Podróży zimowej, której obrazy przeszywały na wskroś pesymizmem kogoś, kto napodróżował się rzeczywiście, geograficznie i wewnętrznie i nie może się uwolnić od doświadczenia cięższego niż ołów.
(...)
Już wiem, że moje obcowanie z "Wierszami zebranymi" Barańczaka będzie miało swoją przyszłość i być może różne w niej etapy. Co mnie teraz z mocą uderzyło, to zapisana w nich przeszłość, po prostu dawne wiersze, pisane od lat siedemdziesiątych, które powierzchownemu oku wydawałyby się przebrzmiałe, to znaczy dotyczące czasu zamkniętego, jakby niebyłego. Przypomnijmy sobie określenie „poezja zaangażowana" z całą wieloznacznością nazywanej tak sytuacji. Wobec dławionego przez reżim słowa na taką poezję czekaliśmy, z dozą ironii wobec rządzących, którym śniła się literatura zaangażowana. Chcecie, to będziecie mieli — poczytajcie Barańczaka, bo już zaczęły wychodzić publikacje poza cenzurą. Dzisiaj sami poeci są często surowi wobec tej fazy swego rozwoju, zapewne pomawianej o młodzieńczą naskórkowośc. Jak dalece tak nie musi być, jak dalece jest wręcz przeciwnie, stwierdzamy, odczytując utwory Barańczaka z tamtych tomików — uderzają dojrzałością w każdym sensie słowa, we wszystkich wymiarach, w których porusza się język poetycki. Aż dziwnie się czuję, myśląc teraz o nim, sześćdziesięcioośmioletnim.
(...)
Są to wiersze głęboko pesymistyczne. Czytane dzisiaj, zwłaszcza przez kogoś ze słabą pamięcią, stają się wierszami egzystencjalnymi, w których wizja człowieka i życia jest tak czarna, że może dorównać najczarniejszym, najbardziej zrozpaczonym poetom amerykańskim. Gdy N. N. się budzi (powracający motyw u Barańczaka) z trudnościami oddychania („choć powietrze mamy jednakowe dla wszystkich"), z przekrwionymi gałkami ocznymi („skutek niehigienicznego czytania między wierszami"), gdy zasłania nieraz oczy dłońmi: „zwykły gest człowieka zmęczonego" i zatyka uszy, gdy słyszy slogan „szczęście w jedności" — i kiedy sprawdzamy, do jakiego rocznika należy autor, nie mamy wątpliwości. To kronika lat Peerelu, krainy coraz bardziej mitologicznej, ale która odcisnęła piętno na naszym kraju i na pokoleniach mieszkańców.
(...)

Zeszyty Literackie, Warszawa 04/06-14

opracowanie Prekursor