Poezja i eseistyka w najlepszym formacie
  • In English
  • Strona główna
  • Mapa strony
  • Dodaj do ulubionych

Recenzje  'Każdemu, komu życie zbrzydło, kto przeżywa cięższe chwile, ma gorsze samopoczucie, powinno się lekturę korespondencji Szymborskiej i Herberta przepisywać jako niezawodny lek. Listy tych dwojga przyjaciół skrzą się najwyższej próby dowcipem, są zjawiskowo inteligentne i posiadają nieodparty urok (...)" 

Data dodania: 2018-04-23

'Każdemu, komu życie zbrzydło, kto przeżywa cięższe chwile, ma gorsze samopoczucie, powinno się lekturę korespondencji Szymborskiej i Herberta przepisywać jako niezawodny lek. Listy tych dwojga przyjaciół skrzą się najwyższej próby dowcipem, są zjawiskowo inteligentne i posiadają nieodparty urok (...)"

ilustracja z tomu

O korespondencji Wisławy Szymborskiej i Zbigniewa Herberta pisze w krakowskiej GW Grzegorz Nurek


(...) Proszę sobie wyobrazić taką oto scenę: krakowskie mieszkanie poetki Wisławy Szymborskiej, PRL, czas, w którym na podłączenie telefonu stacjonarnego czekało się całe lata. Można było jeszcze zamawiać rozmowy telefoniczne na poczcie, stojąc w kolejkach, za zgodą szefa okazjonalnie korzystać z telefonów w sekretariatach zakładów pracy albo do-bijać się do nielicznych budek telefonicznych ustawionych tu i ówdzie. Czasy dla wielu urodzonych po 89 roku kosmiczne; żadnych smartfonów, pierwsze komórki w kapitalistycznych krajach w rozmiarach i o wadze cegły. Jak opowiadała poetka „po długich, długich staraniach podłączono mi do mieszkania telefon i na tę uroczystą, wstrząsającą chwilę przyszedł akurat Herbert. „To sprawdzimy, jak działa" - wyciągnął notes, w którym było dużo jakichś krakowskich adresów; kolegów, redaktorów, przyjaciół i zaczął wydzwaniać, przedstawiając się w ten sposób: „Moje nazwisko nic panu nie powie, nazywam się Frąckowiak, przyjechałem z Jasła i mam przy sobie walizkę z wierszami, to jest dwa tysiące sonetów i chciałbym bardzo prosić, żeby pan zechciał je przeczytać i ocenić". Wtedy oczywiście zapadała tragiczna cisza, po pewnym czasie odzywał się tam głos: „Dobrze, aleja w tej chwili wyjeżdżam". Albo jeżeli żony odbierały telefon, to broniły jak lwice swoich mężów: „Proszę pana, on jest chory" albo: „Proszę pana, on kończy w tej chwili książkę, nie można mu przeszkadzać". Jednym słowem, biedny Frąckowiak nie miał specjalnie szczęścia i z tymi dwoma tysiącami sonetów zostawał...". Wiele bym dał, aby widzieć miny tych profesorów literaturoznawców, do których Herbert, udając Frąckowiaka, dzwonił, wiele, aby być świadkiem gry aktorskiej poety. I słyszeć niepohamowany śmiech poetki (...)
Chwała Ryszardowi Krynickiemu, który opracował i oddał do druku tę niepublikowaną wcześniej, wzbogaconą kolażami korespondencję. Andrzej Franaszek, biograf Herberta (...), przyznał niedawno, że jest lekko rozczarowany zawartością tych listów, że poeci zbyt często uciekali w żart, nie podejmowali ważkich tematów. Najprawdopodobniej o tych najpoważniejszych tematach rozmawiali osobiście. Można to zrozumieć, w czasach, w których nie było do śmiechu (choćby z powodów politycznych), bronią był dystans do siebie, świata i polityki. Ratunkiem było poczucie humoru, które -jak wiadomo -jest nieodłączną cechą ludzi inteligentnych (...)

Grzegorz Nurek
Gazeta Wyborcza - Kraków dodatek - Co Jest Grane Kraków 20-04-18 DZ. / Nr 92

opracowanie Prekursor