Poezja i eseistyka w najlepszym formacie
  • In English
  • Strona główna
  • Mapa strony
  • Dodaj do ulubionych

Recenzje  "Julia Hartwig kroczy dumnie, z podniesionym czołem, jej życiowa filozofia, klasycznie wyważona, zaprawiona w znojach codzienności, jest przykładem głębokiej mądrości, wiary w świat, zaufania dla tego, co jest, co przyniesie jutro" 

Data dodania: 2014-01-23

"Julia Hartwig kroczy dumnie, z podniesionym czołem, jej życiowa filozofia, klasycznie wyważona, zaprawiona w znojach codzienności, jest przykładem głębokiej mądrości, wiary w świat, zaufania dla tego, co jest, co przyniesie jutro"

Zapisane

O tomie "Zapisane" pisze w najnowszej "Twórczości" Bartosz Suwiński

(...) Słucham głosu poetki uważnie, wsłuchuję się w rytm kolejnych linijek, nasłuchuję echa między wersami. Ze świadomością, że to, co najważniejsze, jest niewypowiedziane, zalega gdzieś w człowieku, krzepi go, pozwala bardziej (może lepiej?) być. Twórczość jest zadaniem - mówi poetka - powołaniem, któremu nie wypada nie sprostać. Osobność artysty zaś jest wtajemniczeniem i wprawą w byciu pojedynczym. Dlatego nie można zapominać, że trzeba zasłużyć na swoją odrębność, pracować na świadectwo, które zdać trzeba z własnej, pojedynczej, obecności:

miejsca i obrazy czekały na zaistnienie
wabiąc wizją doskonałości
zrób co zamierzałeś
bo nigdy nie będziesz gotowy
wezwij dobre duchy
żeby ci sprzyjały

(Siła i słodycz)

Wierszami wychodzi się tu na zewnątrz, na to, co się wciąż dla nas „wiąże" z możliwym (do udźwignięcia ciężarem), z horyzontem rysującym jeszcze widoczne koła. Poetka pyta o to, co się z nami staje, i opowiada jakby skryta - głosem ściszonym, wolnym od maniery wzniosłości, zamierzonej wyższości - za strofami. Te wersy krzepną, nie każdy z nich wychyli się ku językowi, obrośnie w ciało wiersza, gdyż wewnętrzna mowa pełna jest pęknieć, szczelin zasypywanych prochem minionego. „Z OBCOŚCI NIE Z BLISKOŚCI rodzi się wiersz / dopuszczasz do siebie obcego / który chce dojść do głosu". Poezja jest dla Julii Hartwig zaklinaniem istnienia, jest momentem użyczenia głosu obcemu, który się po człowieku kołata. Ten Inny chce się podzielić chwilami radości, zwątpienia, chce wziąć na siebie niedolę słów, układających się w mowę bardziej pojemną. Momenty, w których dochodzi do głosu, są poetyckimi iluminacjami, których rozbłyski przesłania tajemnica. Bo wiersze przychodzą wraz z obcym, którego oswajamy; choć do końca czuje się jak u siebie - nie znajdzie domu. Bywa u nas przejazdem, między jednym a drugim zdziwieniem - zadziwieniem, zachwytem nad ulotnym, płochliwym byciem. "Z Apollinaire'a":

Nic nie zaczyna się nie kończy
Harmonio jesteś mą słodyczą
Kiedy się skończy tydzień stary
który nam tyle przyniósł klęsk?

Nad światem tej liryki krążą duchy zmarłych. Poetka daje wiarę w spotkania żywych z umarłymi. Ich obecność, przepisana do listów i książek, wciąż rozczytywana na nowo, to przypominanie sobie siebie dawnej. Truchła bliskich pogrzebane w pamięci. Rozmowy nocne, tam gdzie chowa się światło. Mowa tych, co prze-szli, wciąż warta nasłuchiwania, godna spotkania (przy świecach, kiedy miasto bierze kolejny zakręt snu, zanim dojdzie jawa: do nas, do siebie), „mijaj nocy / z którą nie mam porozumienia". Męstwo, hardość, niezłomność. Czas, który ostatecznie zdusi ostatni krzyk, zadławi szept. Pamięć jak krucha skorupka, wypadająca z niezdarnych palców, próbujących poskładać karty przeszłości do kupy:

Komu powierzyć niepokoje
te dni liczone już do końca
Nie unikaj nieżyjących już przyjaciół
zaklętych w książki i listy
to szczątki zapomnianej mowy czasu
którą odkrywasz na nowo

(Radości ty idziesz naprzód)

Julia Hartwig podejmuje nas gorzkimi prawdami, nagimi refleksjami, myślami okupionymi żalem, mądrością bycia pośród skończoności ludzi, rzeczy. Uczestniczymy w skromnej rozmowie (w sensie godzenia się z językową konwencją...), gdzie bardziej chcemy słuchać, niż wtrącać swoje trzy grosze. Słyszymy, że sztuka wspiera naszą bezradność w poszukiwaniu odpowiedzi na tajemnicę poczęcia, bycia po ostatni szept. Słyszymy, że jest jedyną lekcją, którą artyści ciągle dla nas odrabiają, aby przybliżyć nam świat choć na chwilę. By bardziej poczuć się jak u siebie, jak w domu, który pomimo tego, że dobrze rozpoznany, wciąż jest zagadką. Norwid, szykowny - między wersami. Kohelet, Levinas - kołujący nad frazą. Przeświadczenie, że sztuka może poniechać życie, porachować kości, bo bywają stawki, których nie sposób jej spłacić. Że los zapisany w wierszach za każdym razem, wraz z każdym czytelnikiem zostaje inaczej opowiedzianą historią. Zastanawiamy się dalej, czy życie może być wstępem do poematu bardziej obszernego, „pełnego". Nasza dyskusja, niewolna przecież od paradoksów, nosi znamiona porządku, wytworności, toczy się sobie znaną logiką. Dostrzegamy styki pamięci naprzeciw styków rzeczywistości. Doświadczamy tego, co jest, uchodzącego jak powietrze z przebitego koła w to, co było. Gdzieś w tym wszystkim jednak harmonia, zgoda, niezależność. Jakby ostatnie słowo należało do nas, a nie do śmierci. Jakby człowiek był czymś więcej. Ta wiara, nieuwikłana w żadne konteksty, idzie wierszom naprzeciw, idzie naprzeciw nam (...)



opracowanie Prekursor