Poezja i eseistyka w najlepszym formacie
  • In English
  • Strona główna
  • Mapa strony
  • Dodaj do ulubionych

Aktualności » Wydarzenia  Julia Hartwig - wielka poetka, która nie zawracała nikomu głowy ani sobą, ani swoją poezją. Niepożegnanie Jarosława Mikołajewskiego 

Data dodania: 2017-07-18

Julia Hartwig - wielka poetka, która nie zawracała nikomu głowy ani sobą, ani swoją poezją. Niepożegnanie Jarosława Mikołajewskiego

Okładka tomu

Jarosław Mikołajewski pisze o poezji i przyjaźni z Julią Hartwig

Kochałem ją, nie ja jeden. Jako osobę i jako poetkę, ale nie umiem teraz oddzielić jednej od drugiej. Poezja Julii Hartwig przeglądała się w jej wstrzemięźliwym, wstydliwie czułym stosunku do innych. Jej osobowość kształtowała treść i porządek jej wierszy. Pisałem o Julii dużo, witałem jej kolejne tomiki. Dużo z nią rozmawiałem, prywatnie i publicznie. Bodaj siedem rozmów, jakie przeprowadziłem z nią dla „Wyborczej”, znalazło się w książeczce „Największe szczęście, największy ból”.
W tytułowej rozmowie streszczone jest całe jej życie, od dzieciństwa w Lublinie, samobójstwa jej mamy, przyjaźni jej brata Edwarda z Józefem Czechowiczem, poprzez jej własną przyjaźń z Anną Kamieńską, okupacyjne spotkanie z Czesławem Miłoszem (powiedział wtedy, że miłość to nie jest dobry temat dla poezji – słowa, o których myślała przez całe późniejsze życie), uczucie, jakie wiązało Julię z Ksawerym Pruszyńskim, absolutnie spełnione małżeństwo z Arturem Międzyrzeckim, przyjaźnie ze Zbigniewem Herbertem czy Jerzym Turowiczem, Miłoszem, po wiek najpóźniejszy.

„Pod tą wyspą jest jeszcze jedna wyspa...” - pisała w pierwszym zbiorze. W wierszach Julii Hartwig zawsze współistniały te dwie rzeczywistości: to, co widać, i to, co jest pod tym czymś. Widziane i słyszane, spowite przeczuciem, że to, czego da się doświadczyć, istnieje i znaczy coś jeszcze. Ma jakiś sens. (...)
Najpiękniejsze cechy charakteru. Podczas przedostatniego spotkania zastanawiała się, czy dość wspomniała Józefa Łobodowskiego, poetę i przyjaciela jej brata – wielkiego fotografa.
Kilkakrotnie rozmawialiśmy o Bogu. Powiedziała – to pamiętam wyraźnie: „Nigdy nie potrafiłabym powiedzieć, że nie wierzę. Nie da się tak powiedzieć. Są obecności, których nie umiemy złapać i nazwać, zresztą na szczęście”.
(...)
Na wielu spotkaniach autorskich dostajemy pytanie najbardziej banalne, ale i najbardziej uzasadnione: czy poetą się jest, czy bywa. Julia nie miała co do tego żadnych wątpliwości: się jest. Bo poeta nawet w chwilach, w których nie pisze (a z takich chwil składa się głównie życie poety), gromadzi skarby dziejącego się świata, skarby ludzi i stworzeń. To ten, który patrzy i czuwa uważnie, jak gdyby trzeba było kiedyś te skarby oddać. Który kolekcjonuje, żeby uwolnić je w chwili, kiedy przyjdzie godzina wiersza.
Julia Hartwig poetką była i jest, bo pozostawiła nam niewiarygodnie piękne wiersze. Rozkochane w kruchych ludziach i ich kruchym świecie.
Sprawiedliwe.

Zapraszamy do lektrury całego tekstu na www.wyborcza.pl

opracowanie Prekursor