Poezja i eseistyka w najlepszym formacie
  • In English
  • Strona główna
  • Mapa strony
  • Dodaj do ulubionych

Media  Historia pewnej przyjaźni 

Data dodania: 2012-12-10

Historia pewnej przyjaźni

Wspólna obecność

Joanna Szczęsna o korespondencji Julii Hartwig i Artura Międzyrzeckiego z Anną i Jerzym Turowiczami

Znak szczególny tej korespondencji, którą przerwała dopiero śmierć, to wielka serdeczność w stosunku do siebie nawzajem i w stosunku do przyjaciół, których dziesiątki przewijają się przez karty tej książki, traktowanych z uwagą, czułością i troską. O czym pisali do siebie Julia Hartwig i Jerzy Turowicz?

U początków tej przyjaźni znajdujemy nieoczywisty i wymagający pewnej śmiałości gest. Oto młoda kobieta zwraca się do praktycznie obcego, starszego o dekadę mężczyzny z prośbą, by poszedł na Cmentarz Rakowicki i w jej imieniu złożył kwiaty na grobie jej tragicznie zmarłego miesiąc wcześniej w wypadku samochodowym narzeczonego, Ksawerego Pruszyńskiego (''między 11-tą a 12-tą, w przypuszczalnej godzinie śmierci''), bo ona nie może przyjechać do Krakowa.

Ta młoda kobieta to Julia Hartwig, tłumaczka i poetka, wtedy - w 1950 roku - jeszcze właściwie nieznana, opublikowała zaledwie garść wierszy w prasie (debiut książkowy jest wciąż przed nią) i parę przekładów.
Adresatem prośby jest Jerzy Turowicz, katolicki intelektualista o otwartym sercu i umyśle, redaktor naczelny "Tygodnika Powszechnego". Publikował tam opowiadania i artykuły Ksawerego Pruszyńskiego, przedwojennego konserwatysty, państwowca, człowieka z piękną wojenną kartą (walczył pod Narwikiem i Falaise), który w 1945 r. zdecydował się wstąpić do komunistycznej służby dyplomatycznej.

Zachęcamy do lektury całego artykułu na stronach Magazynu Świątecznego Gazety Wyborczej

opracowanie Prekursor