Poezja i eseistyka w najlepszym formacie
  • In English
  • Strona główna
  • Mapa strony
  • Dodaj do ulubionych

Recenzje  "Dokąd bądź” to świetny poemat głównie dlatego, że przychodzi po latach konsekwentnego patroszenia języka, a jego klarowne, afirmatywne fragmenty wyłaniają się z pustki i zgiełku dyskursów" 

Data dodania: 2014-07-07

"Dokąd bądź” to świetny poemat głównie dlatego, że przychodzi po latach konsekwentnego patroszenia języka, a jego klarowne, afirmatywne fragmenty wyłaniają się z pustki i zgiełku dyskursów"

okładka tomu Krzysztofa Siwczyka

O tomie Krzysztofa Siwczyka pisze w dwutygodniku.pl Michał Szymański

Sztuczne raje

Krzysztof Siwczyk to poeta autentycznie porażony niekompatybilnością świata. W „Dokąd bądź” idzie na całość - pisze w najnowszym wydaniu dwutygodnika.pl Michał Szymański.


(...) Poezja nie-sensu? Słowa przeglądające się w słowach? Poezja apokaliptyczna? Krytycy od kilkunastu lat chętnie wpisują Siwczyka w konstelację poetów hermetycznych, bardziej niż opisem rzeczywistości i wyrażaniem uczuć zainteresowanych językowymi wygibasami. Mnie on się zawsze wydawał na ich tle zjawiskiem osobnym. Bardziej dramatycznym. Marcin Sendecki jest niewątpliwie większym rewelatorem – jeśli chodzi o rozkładanie językowych struktur – ale jego eksperymenty mają w sobie coś z beztroskiej zabawy, podczas gdy Siwczyk jest poetą autentycznie porażonym niekompatybilnością świata. W „Dokąd bądź” stawka jest jak zwykle wysoka, poeta zaś idzie na całość: w trzech pierwszych częściach wylewa na nas kombinacje fraz niemożliwych do rozwikłania, w części czwartej przydarza mu się przeskok dotychczas niespotykany.

Rzecz jest tak wyrazista, że nie może być mowy o przypadku. Dykcja krzepnie. Z odmętów skojarzeń wynurza się mocny głos. Przytrafiają się jeszcze odjazdy, ale mniej ekscentryczne, bardziej ustabilizowane. Dom, ona i on, chodzenie po pokojach, wypady do kosza na śmieci, sprzątanie, picie kawy. „Ustalić raz na zawsze, że stąd już się nie ruszam, / z twoich objęć nie odejdę”. Zamknięcie się w czterech ścianach i bliskość drugiej osoby jako ratunek przed zewnętrznym i wewnętrznym chaosem? W kolejnych częściach poematu okaże się, że za wyczuwalną na poziomie stylu i obrazowania syntezą stoi „tyci wszechświat”, „czarna parcela wewnątrz kosmosu komórek”, „komórka, temperatura pod atłasową skórą”. Dziecko rozwijające się w brzuchu matki.

Przy powtórnej lekturze można od biedy odtworzyć rzeczywisty przebieg wydarzeń. Pierwsze symptomy. Niepokoje. Wizyty u lekarza, pobyty w szpitalu. Nie ten realizm jest jednak naprawdę ciekawy, lecz to, co dziecko – jedyny punkt znaczący, o który zahacza się wyobraźnia i język – robi z poematem Siwczyka. Poeta, który kilkanaście stron wcześniej oddawał się zderzaniu słów i odkształcaniu znaczeń, wydobywa nagle żyletkę leżącą na podjeździe domu, uważnie przekraja i smakuje owoc liczi. Świat, nawet ten za oknem, nabiera twardości. Myśl wypuszcza się w przeszłość, zagarnia minione dni, drobiazgi z dzieciństwa i młodości, przenosi w teraźniejszość poczucie determinacji i jedni.

Poemat przekształca się w ciąg modlitw i zaklęć skierowanych do „jej, jego”: „pod twoją obronę ucieka się całe nasze przerażenie”, „Zajmij się nami jak nafta rozlana po sztucznym dywanie”, „wyrwij z dysnomii manekina”, „córko, synu, czyńcie swoją powinność, zwyciężajcie / nasz strach blady jak świt niedzieli, którejś z kolei płaczu pełnej grudnia”. W ojcowskiej ekstazie stopniowo wytraca się typowo siwczykowska nieufność i przenikliwość. Ten, który słynął z bezlitosnego dewastowania metafizycznych i ideologicznych utopii, nieomal wykrzykuje wiarę w stałą naturę człowieka – oto mieszkańcy jaskiń w skórach pielęgnują ogień, oto ja, ojciec, dostępuję podobnego szczęścia. Odpadły tynki dyskursów, teorii. Szczęście jest jedno, zapisane w genach. Musimy tylko „powtarzać, powtarzać, powtarzać”. „Wycofujemy się do prywatnych rajów, innych nie ma i nie będzie” – oznajmia poeta.

Cały tekst na www.dwutygodnik.pl

opracowanie Prekursor