Będzie jeszcze jeden tomik Wisławy Szymborskiej

Rozmowa z Michałem Rusinkiem
Z 13 wierszami. Wspominała mi jeszcze o trzech: dwóch zaczętych, ale nieskończonych, i jednym skończonym, ale niezaczętym - mówi sekretarz zmarłej w środę noblistki.
(...)
Małgorzata I. Niemczyńska: Ma się ukazać także ostatni tomik Wisławy Szymborskiej.
- Sytuacja jest jasna: umowa na ten tomik została podpisanajuż dawno, nie zostanie teraz zablokowana. Tym razem przyszła kolej na prowadzone przez Krystynę i Ryszarda Krynickich wydawnictwo a5, bo pani Wisława starała się trzymać niepisanej umowy, że publikuje kolejne książki na zmianę w Znaku i właśnie w a5. Większość tych wierszy była już publikowana w prasie literackiej, a ostatni tuż po śmierci w „Gazecie". Będzie ich w sumie chyba 13. O tej osobie bardzo trudno mi mówić w czasie przeszłym. Dzięki temu, że zostawiła tyle wierszy, czas teraźniejszy staje się jednak uzasadniony. Poeta jest, bo jest poezja. A nawet w czasie przyszłym, dzięki temu tomikowi.
Kiedy pracowała nad tymi wierszami?
- Tego nie wie nikt, bo zawsze trzymała takie sprawy w tajemnicy. Na pewno przywiozła kilka z Zakopanego, gdzie była w październiku. Odbyliśmy zresztą wtedy z państwem Krynickimi wizytę u niej, było powitanie, obowiązkowe wyjście na obiadek. Wtedy jeszcze nie przekazała mi wierszy do przepisania, ale wspominała, że coś ma. Mówiła jeszcze o trzech innych wierszach: dwóch zaczętych, ale nieskończonych, i jednym skończonym, ale niezaczętym. Od dawna mówiła, że ten tomik powinien nosić tytuł „Wystarczy", w pewnym momencie przestało to jednak być śmieszne... Tłumacz hiszpański mówił mi: „Błagam cię, przekonaj ją, żeby to zmieniła". Bo „basta" jednakbrzmi bardzo źle.„Wystarczy" jest jednak łagodniejsze, bo w pewnym sensie obustronne. Wystarczy dla ciebie i wystarczy dla mnie.
„Wystarczy" można też rozumieć jako „w sam raz".
- I pewnie tak należałoby to przekładać. Ostateczna decyzja dotycząca tytułu należeć teraz będzie do wydawcy, ale ten zapewne uszanuje wolę autorki, choć tomik nie został przecież zamknięty.
Czy spróbujecie odszukać coś jeszcze w rękopisach?
- Sporo wierszy bez wątpienia pochłonęły czeluści kosza na śmieci. Wyrzucała wszystko, z czego nie była zadowolona. Bardzo niewiele zachowało się jej prawdziwych rękopisów. Ja mam tylko jeden, który znalazłem w czasie przeprowadzki za szafą. Rękopisy, które możemy zobaczyć chociażby na okładkach wydań w a5, są sztucznie wyprodukowane, to znaczy przepisywała wiersze na potrzeby takiego wydania. Bardzo pilnowała, aby rękopisy z różnymi wersjami wiersza nigdzie się nie wydostały. Pisała na maszynie Łucznik, poprawki nanosiła długopisem. Dostawałem zwykle do przepisania oryginał maszynopisu, a ona zachowywała sobie kopię napisaną przez kalkę na cudownie pożółkłym papierze. Bardzo to było zabawne, gdy różne instytucje zwracały się do niej z prośbą o przekazanie np. pióra na aukcję charytatywną. Mówiła wtedy zdziwiona: „Pióro?". Najzwyklejsze długopisy bic w żółtej oprawce, piszące na czarno - tylko je akceptowała. Nie znosiła granatowych. Gdy dałem jej kiedyś jaMś swój długopis, powiedziała: „Zbyt szary". Prawdziwe rękopisy to były takie karteluszki, bo jako dziecko PRL niczego nie wyrzucała, tylko wykorzystywała niezapisane drugie strony. Miała też notesik, w którym od lat 60. czy może 70. zapisywała zdania, metafory, pomysły. Cały czas jeden i ten sam, zapełniany drobnym maczkiem. Pisała zupełnie nieczytelnymi robaczkami, tylko ona wiedziała, co tam jest. Tak, zostały jakieś notatki do nowych wierszy, ale nie poradziłby sobie z nimi nawet szyfrolog.
ROZMAWIAŁA MAŁGORZATA I. NIEMCZYŃSKA
Cała rozmowa na portalu Gazety Wyborczej








Będzie jeszcze jeden tomik Wisławy Szymborskiej 