Poezja i eseistyka w najlepszym formacie
  • In English
  • Strona główna
  • Mapa strony
  • Dodaj do ulubionych

Recenzje  Bądź tak dobry i wydziel cząstkę swych arcydzieł dla naszego pisma. Z radości wepnę kwiaty we włosy i będę pląsać klaszcząc w ręce" - nie każdy poeta ma okazję dostawać tego rodzaju zachęty od redaktorki czasopisma literackiego. Ale też nie każda redaktorka działu poezji jest przyszłą noblistką 

Data dodania: 2018-09-18

Bądź tak dobry i wydziel cząstkę swych arcydzieł dla naszego pisma. Z radości wepnę kwiaty we włosy i będę pląsać klaszcząc w ręce" - nie każdy poeta ma okazję dostawać tego rodzaju zachęty od redaktorki czasopisma literackiego. Ale też nie każda redaktorka działu poezji jest przyszłą noblistką

Okładka tomu

O korespondencji Wisławy Szymborskiej i Zbigniewa Herberta we wrześniowych "Nowych Książkach"


Pierwszy list Wisławy Szymborskiej do Zbigniewa Herberta, pochodzący z 24 listopada 1955 roku, zaczyna się od słów „Szanowny Kolego" i zawiera prośbę o wiersze. Poeta prośbę spełnił i w ten sposób jego "Trzy studia na temat realizmu" oraz "Stołek" ukazały się na łamach „Życia Literackiego" 1955, nr 51 w słynnej kolumnie "Prapremiera pięciu poetów", prezentującej także utwory Mirona Białoszewskiego, Stanisława Czycza, Bohdana Drozdowskiego oraz Jerzego Harasymowicza wraz z komentarzami wybitnych poetów i krytyków. Publikacja ta przeszła do historii literatury jako jedno z najważniejszych wydarzeń zapowiadających odwilż. Ale nie mniej ważnym jej efektem - w każdym razie z punktu widzenia epistolografii polskiej - było wzajemne oczarowanie obojga poetów, które zamanifestowało się w szczupłej objętościowo, lecz pełnej wyjątkowego uroku korespondencji. Wkrótce oficjalne nagłówki listów ustąpiły miejsca emfatycznym formułom powitalnym, w czym celował Herbert: „Mój Księżycu, Luno moja", „Jezioro Łabędzie mych dzikich snów, Kolumno i Różo mej tęsknoty", „Wisła, Ty moje Życie, ty moje tiu tiu tiu". Ona odwzajemniała mu się z właściwym sobie wdziękiem: „Zbyszku, źrenico mego oka (naturalnie tego lepszego)!", „Drogi Prokonsulu" (aluzja do "Powrotu prokonsula"), „Tamaryszku" (aluzja do wiersza Herberta pod tym tytułem) czy „Kochany Wspaniały Frąckowiaku!".
(...) Wyimaginowana figura Frąckowiaka pozwala Szymborskiej, będącej uosobieniem powściągliwości i dystansu, ukryć się za literacką formą, podobnie jak wtedy, gdy sięga po konwencję epistolografii miłosnej - dominującą w korespondencji z autorem "Pana Cogito". Po jego wizycie w Krakowie, która wypadła akurat w tym czasie, gdy Szymborska była w Warszawie, poetka pisze z ciepłem podszytym leciutką ironią: „Z bólem dowiedziałam się, że bawiłeś w naszym grodzie, podczas gdy ja bawiłam w Twoim. Jacyś złośliwi bogowie zakpili z nas okrutnie". W tym samym liście, z 21 maja 1961 roku, tuż przed ukazaniem się w „Czytelniku" tomu Studium przedmiotu, zwraca się do Herberta: „Napisz łaskawie, kiedy i u kogo wychodzi tomik i jaki będzie miał tytuł, to przy następnych wierszach damy notkę. To znaczy ja ją dam a ręka będzie wówczas drżała z miłości". 
Sprawność w żonglowaniu środkami z repertuaru epistolografii miłosnej wykazuje też Herbert, który potrafi nawet formułom pożegnalnym nadać indywidualny charakter. „Może niedługo umrę - kończy jeden z listów - ale pamiętaj że Cię kochałem zmysłowo choć bezinteresownie. Całuję Twoje kolana / łokcie / i inne wypukłości". Żartobliwe wyznania miłosne przybierają również postać wierszowaną. W czerwcu 1961 roku Herbert pisze: „Wisełko brak mi Ciebie / gdy świeci księżyc na niebie / i jestem w wielkiej potrzebie". Ona rewanżuje mu się jednym z najzabawniejszych wierszy, jakie zna liryka maski (czy raczej jej parodia): wchodząc w rolę analfabetki, którą ukochany porzucił dla rudej Walerki, zapowiada: „Ja jej tak pokażę jak tylko przyjadę do stolicy / że się dwa tygodnie nie będzie mogła kręcić po ulicy" i próbuje wzbudzić jego zazdrość, wspominając o pewnym gospodarzu snującym matrymonialne plany: „On zrobi ze mnie panią i mówi że w kapeluszu będę doić krowy / a Tobie nic takiego nigdy nie przyszło do głowy!". Jak nazwać więź łączącą tych dwoje poetów? Przyjaźń? Flirt? Na pewno zbliżała ich do siebie wzajemna fascynacja twórczością - jej wyrazem są listy z podziękowaniami za książki i tomiki. W grudniu 1962 roku po otrzymaniu tomu "Sól" Herbert pisał: „To jest najlepszy tom wierszy jaki ukazał się po wojnie". Wkrótce potem podarował Szymborskiej "Barbarzyńcę w ogrodzie", a ona - w najdłuższym liście, jaki znalazł się w ich korespondencji - doceniła wagę tej książki: „Oto powstaje proza, która zawdzięcza poezji nie jakieś tam kwiecistości, mglistości i słodyczki ale właśnie rzeczowość i umiar, czyli to dzięki czemu proza jest dobra!". Ostatni list, a właściwie pocztówkę, Szymborska wysłała do Herberta po otrzymaniu od niego gratulacji z okazji przyznania jej Nagrody Nobla: „Zbyszku, Wielki Poeto! Gdyby to ode mnie zależało, to Ty byś teraz męczył się nad przemówieniem...".
„Tak się głupio chowamy za ironią ale dla Ciebie mam ciepłe i bezradne uczucie" - napisał Herbert w dedykacji na karcie "Barbarzyńcy w ogrodzie" - bo również dedykacje zostały (jak najsłuszniej) włączone do tej korespondencji. Stanowi ona bezcenny dla badaczy dokument, ale przede wszystkim jest piękną literaturą, albowiem i Szymborska, i Herbert - nawet pisząc zwykłe listy - nie przestawali być mistrzami w dziedzinie przeobrażania rzeczywistości w poezję. ©

Agnieszka Papieska

Nowe Książki Warszawa 09-18 M. /Nr9

opracowanie Prekursor