Poezja i eseistyka w najlepszym formacie
  • In English
  • Strona główna
  • Mapa strony
  • Dodaj do ulubionych

Recenzje  Dokąd bądź 

Od Wojaczka do Audena.
Piotr Śliwiński
Gazeta Wyborcza Warszawa 14-10-14 DZ. / Nr 239

Pamiętny odtwórca roli Rafała Wojaczka w biograficznym filmie Lecha Ma-jewskiego zaczynał od wierszy odebranych niemal z entuzjazmem („Dzikie dzieci" z 1995 r.), by potem zrobić naprawdę wiele przeciwko własnym prdyspozycjom i łatwości czytania. Postawił się koniunkturze, by - jak widać - postawić na swoim. Nagrodzona książka to zwarta kompozycja złożona z dziewięciu dość obszernych poematów. Od tytułu całości („Dokąd bądź "), przez tytuły części i objętościową równoważność utworów, po powracający motyw rodzenia się i zużywania życia - w każdym z tych elementów odsłania się zamysł podsumowania.
Oto jest książka zasadnicza, sprawy, o których będzie tu mowa nawet jeśli w szerszej perspektywie wydają się małe, dla autora są fundamentalne; teraz opowiem ci mój los - taki mniej więcej sygnał otrzymuje czytelnik. Jest jeszcze coś, co skorzy jesteśmy lubić - prywatność, domowość, dziecięcość, skrawki sielanki, choćby i prze nicowane grozą.

(...) Oto zaczyna się nowy świat. Pierwszym zadaniem domu jest bycie przystanią, stabilnym centrum świata, ustanowionym nieco na siłę, bez euforii, lecz mimo to uchwytnym i ważnym porządkiem, punktem oparcia Pojawia się dziecko, na razie jako możliwość, jeszcze nieosobowe - samo przeczucie, że wypełniać się będzie „przykazanie dalszego ciągu". „Nasz dom", wypowiadający się „w naszym imieniu chwast" - czytamy. Zaimek „nasz" wskazuje zapewne na związek dwojga ludzi, miłosny, lecz przecież zawierają się w nim również wszystkie wspólne domy wszystkich par. Dostrzegamy zgłoszenie udziału do tego, co łączy, upodabnia powiela ulega sile przykazań.
Nareszcie - westchnie z ulgą miłośnik wierszy krzepiących. Anarchia się ustatecznia, fermentujący język stygnie, depresyjno-narcystyczne poczucie możliwości i niemożliwości wszystkiego tężeje i przybiera postać ukierunkowanej woli. Nawet jeśli wzorem świeżo objawionego klasycyzmu Siwczyka miałby być Wystan H. Auden, a nie Jarosław Iwaszkiewicz, to i tak lepiej niż ciągła gonitwa za widmem wyrażalności.
Nie jestem jednak pewien, czy w „Dokąd bądź" odbywa się właśnie to. Wprawdzie wewnętrzne przeistoczenie dokonuje się niewątpliwie, portret człowieka na progu domostwa i progu innej egzystencji rysuje się wyraźnie, to zarazem nie ma w książce śladów estetycznej ekspiacji. Poematy, które zaczynają się grzecznie - co nie oznacza, że prosto czy przymilnie - w dalszych partiach się rozpędzają, rozjeżdżają, rozpryskują, pęcznieją od nadmiaru słów i niedbających o komunikatywność asocjacji. Wkrótce odkrywamy, że u Siwczyka dom nie jest ani intelektualnym modelem rzeczywistości pomagającym w oswajaniu jej, ani alegorią własnego życia pomagającą okiełznać jego bezcelowość. Dom pomaga ustalić swoje położenie oraz dostrzec i zachować skrawek jasności („Uwyraźnione cienie rzucają nowe światło do wewnątrz ciemności").

(...) Nie warto przeceniać zmiany, która zaszła w twórczości Siwczyka jednak jej symptomy należy odnotować. Wprawdzie dom i dziecko nie nastroiły wierszy na sentymentalną nutę, nie przydały im zbyt wiele optymizmu, ale też nie stały się pretekstem do tym silniejszej negacji sensu istnienia i pisania Tak bywa lecz nie tym razem. Z głodu Boga - bo o Niego chodzi - nie rodzi się ani Bóg, czyli wiara w fundament wszystkich niepojętych rzeczy, ani metafizyczny resentyment, czyli szyderstwo z nadziei na objawienie się znaczenia Siwczyk, wybierając między pewnością niemożliwą a pewnością na próbę, warunkową, wybiera tę drugą: Orientacja afirmatywna, od wczesnych godzin porannych (...) we wszystkim dziś widzę głębokie /przekonanie i determinację, /co ważniejsze nie chcę o niczym mówić źle, / nie ma już takiej potrzeby.
Dziecko nie wypełni braku, ale pozbawi jego odczuwanie dawnej jałowości. Nie rozstrzygnie, nie pocieszy, za to podniesie poziom wrażliwości detalu, wyostrzy zmysły. Na sekundę otworzy wejście do prywatnego raju. To mało? To dużo. Piękna książka.




Dokąd?
Piotr Matywiecki, Więź, Warszawa 07-09/14 KW./ nr 3

Wybrana przez poetę estetyka, metoda twórcza wtedy dopiero znajduje swoją wiarygodność, kiedy owocuje spełnionym dziełem. Ale co począć, gdy ta estetyka wyklucza istnienie dzieł jako domykających się pełni? To jest dzisiaj częsty przypadek w literaturze, stanowi kwintesencję postmodernizmu. Poemat Krzysztofa Siwczyka daje się tak kwalifikować — i jednocześnie przezwycięża ten paradoks. Rozumieć taki utwór, to docenić jego chaotyczny ład. Ład nazywa poeta „archiwum elementarza", czyli anachronizmem pojęć podstawowych. I w innym miejscu przeciwstawia ten elementarz „kosmogonii anarchii", czyli anarchicznemu tworzeniu.
(...) Poemat podzielony jest na dziewięć części i zawiera równo sto obszernie rozbudowanych strof. Tego budowa jest więc dalekim echem Norwidowskiego Vade-mecum, archetypowego uniwersum całej liryki, kompozycji stu lirycznych cząstek. Zresztą sam tytuł — Dokąd bądź — można rozumieć jako odpowiedź na Norwidowskie wezwanie, Vade-mecum znaczy przecież „pójdź ze mną", a poeta XXI wieku na wezwanie XIX-wiecznego przewodnika po sensach cywilizacji odpowiada owym unikającym ideowych dyrektyw— „dokąd bądź", jednak już w samym tym tytule można dostrzec grę marzenia o sensie z chaotyczną psychiczną treścią: „dokąd bądź" znaczy też pełne nadziei kierowanie się ku nieznanej granicy. Każda ze stu strof poematu jest jednym obszernym, zawikłanym zdaniem ciągnącym się od dużej litery do kropki, zdaniem dla składniowego rozjaśnienia gęsto rozsegmentowanym przecinkami. Wytwarza się w ten sposób szczególny czas i rytm tego poematu, narzucający czytelnikowi dezorientujące tempo lektury: zdaniowe całości powoli wciągają w siebie logiczne władze umysłu, nastrajają do kontemplacji, a jednocześnie przez swoją narkotyczną powtarzalność działają błyskawicznym, tylko intuicyjnie pojmowanym sensem. Podstawową jednostką nie są w tym poemacie słowa, a zbitki składniowe. Niektóre są groteskowe, przyjmowane w ich śmiesznym niechlujstwie, inne niebywale precyzyjne, skonstruowane jak mechanizm zegarka. Chociaż są to samoistne składniowe zbitki, to w ich skład wchodzi niezwykle zróżnicowane słownictwo, sądzę, że najbogatsze z tych, którymi karmi się dzisiejsza polska poezja. Poemat Siwczyka jest jak słownik całej literackiej i potocznej polszczyzny, wszystkich jej dawnych i obecnych warstw. Poeta ma prawo powiedzieć: „Zwykłem błądzić beznadziejnie po zakamarkach słowników". A przy tym to wcale nie beznadziejne, bo poznawczo intensywne „błądzenie" obejmuje i to, co w mowie jest stereotypami, i to, co stanowi indywidualny gfos tego, a nie innego poety. Dzięki temu, że jest to mowa tak bogata składniowo i leksykalnie, może niejako zyskiwać własną „osobowość", może ujawniać swoją świadomość — to ona właśnie wyraża się składniową precyzją — i intrygować swoją podświadomością.



« powrót
opracowanie Prekursor