Poezja i eseistyka w najlepszym formacie
  • In English
  • Strona główna
  • Mapa strony
  • Dodaj do ulubionych

Recenzje  Zapisane 

SIŁA ZWIĘZŁYCH WIERSZY

Jeśli poezja może być synonimem mądrości, to poezja Julii Hartwig jest nią bez cienia wątpliwości.

(...) w trakcie lektury tomu „Zapisane” zapewne nieprzypadkowo przypomniała mi się książka Aleksandra Wallisa sprzed niemal 40 lat, „Późna twórczość wielkich artystów”, w której omówione zostały dokonania Michała Anioła, Tycjana, El Greca, Rembrandta, Moneta, Beethovena, Goethego, Tomasza Manna i Leopolda Staffa. Późna twórczość Julii Hartwig, podobnie jak tych artystów, fascynuje, zapiera dech, zmusza odbiorcę do zmierzenia się z nią w całej okazałości i pełni.
„Zapisane” przynosi zaledwie 39 utworów, z których tylko jeden potrzebował dwu stron druku. Są to wiersze nie tyle lapidarne, ile skondensowane i treściwe, a przy tym sugestywne. Nie wszystkie łatwe w odbiorze, nie wszystkie czytelne, choć nie ulega wątpliwości, że autorce zależy na kontakcie i porozumieniu z odbiorcą. Jest to liryka refleksyjna, niemal konfesyjna. Głównym tematem okazuje się przemijanie. W jednym z najwspanialszych wierszy tomu, zatytułowanym „Siła i słodycz”, poetka mówi: „żyjemy między wspominaniem i zapominaniem” i, co godne uwagi, wypowiada się w liczbie mnogiej, bo ta racja dotyczy każdego z nas.
Janusz Drzewucki, Rzeczpospolita


NA GRANICY

Wspomnienie i zapomnienie, obrazy dnia i „ciemne znaki nocne", życie, które trwa tym mocniej, im bardziej świadomi jesteśmy jego przemijalności. Przeszłość, z której wyławiamy chwile szczęśliwe - „Wszak należy nam się ja-kaś nagroda / za zbrodnie jakich dokonuje na nas czas". Bytowanie na krawędzi, „na skrawku nocy / w nieoczekiwanej pustce" „Zapisane" to świadectwo doświadczenia granicznego, ale ten, kto nam o nim opowiada, mówi tonem ściszonym, ważąc słowa, z dystansem, „jak lekko będziemy teraz / unosić się / w powietrzu/ rozsiewając upominki /darowane przez życie / niczym ślubne bukiety / co zawsze trafiają do rąk".
Wydając w 1956 roku debiutancki tom wierszy „Pożegnania", Julia Hartwig miała 35 lat. Potem przyszły kolejne zbiory, życzliwie przyjmowane przez krytykę, ale publikowane bardzo rzadko, mniej więcej co dekadę. Autorka bardziej była wtedy znana ze swych tłumaczeń poetów francuskich i amerykańskich, a także z biografii Apollinairea i Nervala. Czekała nas jednak niespodzianka, wspaniały rozkwit tej poezji, stanowiący zjawisko naprawdę wyjątkowe (...)
Tomasz Fiałkowski, Tygodnik Powszechny


PRZESTAĆ ŚNIĆ TO ŻYĆ MNIEJ


"Skąd się bierze nieprawdopodobna pracowitość Julii Hartwig? Z samej tylko radości tworzenia? Jej źródłem jest również odpowiedzialność za świat: za widziane rzeczy, za przeczytanych i spotkanych pisarzy, za ludzi i za wrażenia, których dostarczyli"

Czytając tę książkę, mam bardzo jasny obraz osoby, która mówi w tych wierszach, i tej, która je pisze. To ktoś, przed czyimi oczami stanęło całe życie, i kto czuje, że ocalił za mało. Za mało zapisał. „Za mało" nie oznacza, że trwonił czas, że nie dość się starał. Poczucie, że zapis jest czymś maleńkim wobec niezapisanego, rodzi się z łaski, którą otrzymała poetka i którą w odważnych słowach dzieli się z czytelnikami: łaski widzenia własnego życia nie we fragmentach, tylko w całości:

JEST CHWILA KIEDY WIDZIMY
tak wyraziście
jakby wszystko było w naszym
posiadaniu
A posiadanie było czyste przezroczyste
i nic nie obiecywało
ani następnego ranka ani następnej chwili

To nagłe objawienie się treści własnego życia w całym bogactwie daje klucz do niezwykłej aktywności pisarskiej Julii Hartwig, jaką obserwujemy zwłaszcza w ostatnich kilku latach. Przecież „Zapisane" otrzymujemy cztery lata od zbioru „Jasne niejasne", trzy lata po autorsko zestawionych „Wierszach wybranych", dwa lata po „Gorzkich żalach" i ogromnym „Dzienniku". Po wznowieniach monografii o Apollinairze, po przekładach, po trzech tomach korespondencji z Miłoszem, Turowiczami, Herbertem. Do tego w prasie literackiej wciąż czytamy jej kolejne wiersze, piszą się kolejne kartki dzienników. Skąd się bierze ta nieprawdopodobna pracowitość? Z samej tylko radości i konieczności tworzenia? Lektura „Zapisanego" utwierdza w przekonaniu, że jej źródłem jest również odpowiedzialność za świat: za widziane rzeczy, za przeczytanych i spotkanych pisarzy, za ludzi i za wrażenia, których jej dostarczyli. W jednym z wierszy z nowego tomu poetka mówi do siebie samej:

Nie unikaj niezyjących już przyjaciół
zaklętych w książki i listy
to szczątki zapomnianej mowy czasu
którą odkrywasz na nowo


(...) Niepewności i tajemnice człowieka, który przeżył wiele, Julia Hartwig oddaje w tym zbiorze nie tylko w linearnym porządku racji i metafory. Bardziej chyba niż w poprzednich książkach w "Zapisanym" pozwala wypowiadać się głosom. Wpisane w regularną tkankę wiersza kursywą są może słowami snu, echem dawnych rozmów albo strzępami modlitwy czy nadziei (na przykład: ja także kiedy odejdę może w ciemności zaświecę). Sugestią "niewiadomej siły/która przeobraża nas w bojowników/w straconej sprawie". Otwierając wiersze na tę siłę, lecz także na piękno, na grozę i język snu, na nieokiełznany żywioł "niezapisanego", poetka wciąga nas do jakiejś powszechnej rozmowy o wspólnym losie. Nieoczywistej i przejmującej najgłębiej.

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75475,14684909,Julia_Hartwig__Przestac_snic_to_zyc_mniej.html#ixzz2qZ4KvPWu
Jarosław Mikołajewski, Gazeta Wyborcza



« powrót
opracowanie Prekursor