Poezja i eseistyka w najlepszym formacie
  • In English
  • Strona główna
  • Mapa strony
  • Dodaj do ulubionych

Recenzje  Wspólna obecność. Korespondencja Julii Hartwig i Artura Międzyrzeckiego z Anną i Jerzym Turowiczami  

Przyjaźń jak chleb i woda
WSPÓLNA OBECNOŚĆ. Korespondencja Julii Hartwig i Artura Międzyrzeckiego z Anną i Jerzym Turowiczami - prywatna kronika obejmująca niemal półwiecze, świadectwo przyjaźni, portret epoki powstający mimochodem na marginesie opowieści o sprawach codziennych. I zapewne jeden z ostatnich pomników tradycyjnej epistolografii - dzielenia się wiadomościami, myślami i uczuciami za pośrednictwem linijek kreślonych starannym odręcznym pismem na papierze listowym albo kartkach pocztowych..

WSPÓLNA OBECNOŚĆ Zaczyna się mocnym akordem - śmiercią. 13 czerwca 1950 roku w katastrofie samochodowej ginie Ksawery Pruszyński, świetny reportażysta i prozaik, podczas wojny żołnierz armii polskiej na Zachodzie, po wojnie dyplomata w służbie rządu w Warszawie. Turowiczowie poznali go w latach 30., z Julią Hartwig połączyło go uczucie, planowali małżeństwo. 10 lipca Julia Hartwig pisze do Jerzego Turowicza: „Nie przypuszczałam, że w moim pierwszym liście do Pana będę Go prosić o coś, a jednak nie waham się z tą prośbą, która kojarzy się najściślej z całym podglebiem tej korespondencji, i wiąże wprost z Cmentarzem Rakowickim w Krakowie [tam pochowano Pruszyńskiego]. 13 lipca upływa miesiąc od śmierci Ksawerego. Nie mogę Go sama odwiedzić i jest mi bardzo żal, że nie mogę Mu przynieść kwiatów. Proszę, niech Pan Mu je poda ode mnie, tak bym chciała, żeby je miał między 11.00 a 12.00, w przypuszczalnej godzinie śmierci. Za taką usługę katolicy mówią najpiękniej, jak znam, bo: Bóg zapłać. I ja tak Panu mówię, najpokorniej". Pierwszy list otwiera rozmowę prawdziwie istotną: o trwaniu tych, co odeszli, o odnajdywaniu sensu życia po stracie osoby najbliższej, o tym, jak „okrucieństwu istnienia sprostać", o wierze i religii. Dobry początek znajomości niezdawkowej, szybko przeradzającej się w przyjaźń opartą na wzajemnym zaufaniu, podziwie i serdeczności. W przyjacielskiej wspólnocie uczestniczy od początku Anna Turowiczowa, wkrótce znajdzie się w niej mąż Julii Hartwig, Artur Międzyrzecki. Domowy krąg obejmuje oczywiście dzieci - córki Turowiczów Elżbietę, Joannę i Magdalenę, córkę Międzyrzeckich Daniele - ale też wspólnych przyjaciół, w Polsce i poza jej granicami. Joanna Guze i jej córka Justyna, Katarzyna i Zbigniew Herbertowie, Kazimiera i Andrzej Kijowscy, Antoni Słonimski, Czesław Miłosz, Stefan Kisielewski, Stanisław Stomma, Jerzy Andrzejewski, Leszek Kołakowski, Pierre Emmanuel, Marek Skwarnicki, ks. Zenon Modzelewski, Tadeusz Mazowiecki, Stanisław Barańczak, Adam Michnik - te nazwiska oraz wiele innych powracają na kartach „Wspólnej obecności". Przychodzą na świat wnuki Turowiczów, a sprawa zakupu praktycznych amerykańskich „porteczek sztruksowych zapinanych na zatrzachy na całym dole wzdłuż nogawek" staje się równie istotna, jak wymiana uwag na temat nowego numeru „Tygodnika" czy obejrzanego właśnie filmu. Czytając tę księgę, warto pamiętać, czego w niej nie ma. Przede wszystkim - niezliczonych spotkań i rozmów w Warszawie i Krakowie, które stanowiły podstawę przyjaźni Turowiczów i Międzyrzeckich; korespondencja nabiera intensywności, gdy jedni bądź drudzy wyjeżdżają na dłużej za granicę. Nie ma też wiele polityki, bo piszący mają świadomość, że ich listy - nie tylko między Polską a Stanami Zjednoczonymi, gdzie Międzyrzeccy spędzili kilka lat - mogą być przeglądane przez esbeckiego cenzora. Aluzje bywają jednak wyraziste. „Ponuro tu i przyjaciele cenni są już nie na wagę złota, ale jak chleb i woda" - pisze Julia Hartwig we wrześniu 1968. „Klimat pogrudniowy się utrzymuje, czasem jakieś sygnały niemiłe, ale w ogóle dużo jeszcze mgły i niejasności" - zauważa Turowicz w maju 1971. Autor opracowania, Jan Strzałka, słusznie zwraca uwagę w posłowiu na kunszt epistolarny czworga autorów. Trzeba też jednak podkreślić, że integralną częścią książki są szczegółowe i skrupulatnie opracowane przypisy. Rzucają światło na sprawy w listach zasygnalizowane, uzupełniają historyczne tło i sprawiają, że jeszcze głębiej zanurzyć się możemy w tamten miniony już świat.
Tomasz Fiałkowski



« powrót
opracowanie Prekursor