Poezja i eseistyka w najlepszym formacie
  • In English
  • Strona główna
  • Mapa strony
  • Dodaj do ulubionych

Recenzje  Sonety  

William Shakespeare: SONETY - ciemnoczerwona róża o nasyconej barwie, rozkwitająca na okładce, wprowadza nas od razu w sedno jednego z najniezwyklejszych dzieł, jakie zna światowa literatura. Róża jest tutaj bowiem symbolem zarówno miłości, jak i unieśmiertelniającej siły sztuki - unieśmiertelniającej nietrwałe piękno i nasze nietrwałe uczucia, niby destylat oszałamiającej kwiatowej woni.

„Róże wzrok olśniewają, ale jeszcze słodsze / Są przez aromat, którym pąk jest przesiąknięty"; śmierć „destyluje z nich najsłodsze wonie" - czytamy w Sonecie 54. Podobnie wiersz: pozwala zachować urodę ukochanego, jego „prawdy esencję". Sonet zaś następny głosi dumnie: „Nie marmur, nie książęcych pomników złocenia - /Jeśli co wiecznie przetrwa, to ten wiersz jedyny: / W nim będzie wciąż się jarzył blask twego istnienia, / Gdy głaz tablic obrosną Czasu pajęczyny". I jeszcze puenta Sonetu 63: „W czarnym śladzie inkaustu, w znakach na papierze / Piękno żyć będzie, niby młoda zieleń świeże".

Szekspirowskie sonety zaczęto u nas tłumaczyć w wieku XIX, później przekładali je Jan Kasprowicz, Marian Hemar, Jerzy S. Sito i Maciej Słomczyński, a poszczególne utwory - m.in. Juliusz Żuławski, Artur Międzyrzecki, Wiktor Woroszylski i Jarosław Marek Rymkiewicz, ostatnio Piotr Kamiński. Przekład całości dokonany przez Stanisława Barańczaka i wydany w roku 1993 był od dawna niedostępny. Obecna edycja, w nowej szacie graficznej, jest, jak poprzednia, dwujęzyczna i zaopatrzona w objaśnienia, przede wszystkim zaś - poprzedzona wstępem tłumacza. To właściwie fascynująca rozprawka dająca przegląd zagadek, jakie się wiążą z „Sonetami". Jedno tylko wiemy o nich na pewno - że ukazały się w 1609 roku jako cykl 154 numerowanych utworów. Nie wiemy natomiast, w jakim stopniu układ pierwodruku odzwierciedla zamiary autora i czy w ogóle miał on osobiście cokolwiek wspólnego z tą publikacją, nie jesteśmy nawet pewni autorstwa wszystkich części („poważne argumenty - pisze Barańczak - ma za sobą teza, iż przynajmniej dwa ostatnie, konwencjonalne, błahe i zupełnie nie na miejscu jako zakończenie całego cyklu Sonety 153 i 154, a być może również słaby i utrzymany w odmiennym metrum niż wszystkie inne Sonet 145 nie wyszły spod pióra Shakespeare'a").
Dalej zaczynają się kolejne pytania: o sens „równie wyszukanej jak tajemniczo brzmiącej dedykacji", podpisanej inicjałami wydawcy, przede wszystkim zaś o identyfikację Przyjaciela - młodzieńca, który jest adresatem wyznań zawartych w Sonetach 1-126, Czarnej Damy, do której skierowane zostały Sonety następne, oraz trzeciej (a właściwie czwartej, wliczając narratora) postaci Sonetów, czyli Poety-Rywala. Tłumacz ze sceptycznym dystansem podchodzi do rozmaitych, często zupełnie fantastycznych hipotez, które miałyby przynieść odpowiedź. Najważniejsza jego zdaniem jest bowiem kwestia zupełnie inna. „Różnica między biografistycznym a antybiografistycznym stanowiskiem wobec »Sonetów« - przekonuje Barańczak -sprowadza się do odpowiedzi na pytanie: co czyni te wiersze (niektóre z nich przynajmniej) arcydziełami? Tak zwana »siła wyrazu« czy tak zwany »kunszt formalny«? Ich »związek z życiem« czy ich literacka autonomia? Bezprecedensowa »szczerość« poety wprzedstawianiu i analizowaniu własnych doświadczeń - czyjego równie bezprecedensowe »mistrzostwo« w nadawaniu doświadczeniu ludzkiemu (niekoniecznie jego własnemu doświadczeniu) słownego kształtu?" A więc: czy chodzi o „wielką poezję wynikłą zapewne (co nie wpływa na naszą ocenę i w ogóle nie jest dla nas pierwszorzędnym obiektem zainteresowania) z osobistych przeżyć, czy też o „wielki dokument osobistego przeżycia ujęty (co nie wpływa na naszą ocenę i w ogóle nie jest dla nas pierwszorzędnym obiektem zainteresowania) w formę poetycką?" Tłumacz odpowiada na to pytanie już choćby dbałością o zachowanie formy oryginału. Czytelnik - powinien zdecydować sam.
LEKTOR
Tomasz Fiałkowski



« powrót
opracowanie Prekursor