Poezja i eseistyka w najlepszym formacie
  • In English
  • Strona główna
  • Mapa strony
  • Dodaj do ulubionych

Fragmenty  Wspólna obecność. Korespondencja Julii Hartwig i Artura Międzyrzeckiego z Anną i Jerzym Turowiczami  

Julia Hartwig do Jerzego Turowicza
Łagów, 10 lipca 1950

Drogi Panie! Wiele mam dla Pana serdeczności, i własnej, ze swojej strony, i zapożyczonej, jeszcze z lutego tego roku, z pobytu Ksawerego Pruszyńskiego w Polsce, a może i wcześniej. Zawsze zresztą słyszałam o Panu, co najlepsze. Proszę to przyjąć, jako coś należnego sobie; tak niewielu ludziom chciałoby się taką dobrą miarą odmierzać i serdeczność, i szacunek, i uścisk ręki, który ma coś znaczyć! (...)

Julia Hartwig do Jerzego Turowicza
[Warszawa] 28 listopada 1950

Drogi Panie Jerzy,
list Pana przyjęłam bardzo wdzięcznym sercem. Trafił on jakoś na moment, kiedy ten znak uwagi i pamięci był mi szczególnie cenny.
Nie wie Pan nawet, ile dobrego dawało mi po prostu poczucie Pana życzliwości. Jak dobrze, że pozwala mi się Pan do niej odwoływać. W jakimś sensie – być może odległym i nieosobistym, ale bliskim mi jednak – obecność Pana i postawa wobec spraw najogólniejszych pomaga w godzeniu się ze światem. (...)

Jerzy i Anna Turowiczowie do Julii Hartwig
Kraków, 25 V 1959

Julio bardzo miła,
przyjm bardzo, bardzo serdeczne życzenia imieninowe od nas obojga, czego Ci życzymy, tego i pisać nie trzeba, wiesz, że jak najlepiej.
Bardzo miłą i cenną rzeczą mieć takich przyjaciół jak Ty.

Jerzy Turowicz do Julii Hartwig i Artura Międzyrzeckiego
Kraków, 3 IV 1969

Kochani, bardzo serdeczne życzenia świąteczne przyjąć raczcie, ponadto Julii pięknie dziękuję za Jej współudział we wspaniałym prezencie, w postaci dwóch tomów Delacroix. W związku z tym muszę zrobić porządki w bibliotece mojej, jako wstęp do tej akcji rozpętałem porządkowanie gazet, skutek taki, że Święta będziemy pewnie obchodzić w łazience, reszta mieszkania nie nadaje się do użytku. Anna wróciła z Lanckorony, gdzie pojechała odpoczywać z mijającym postrzałem, tj. trochę chodzi, a trochę leży. Całujemy Was wszystkich, nie zapominając o małych wiewiórkach (czy trzeba dodawać, że mam na myśli Daniela?!).
 
Jerzy i Anna Jerzy Turowicz do Artura Międzyrzeckiego
Kraków, 21 II 1971

Arturze kochany, dawno Ci list obiecywałem, trzeba więc wreszcie napisać. A tu u nas ciągle się coś dzieje, aż szkoda, że Cię nie ma. (…)
Dużo ważniejsze to, co się w kraju dzieje, a dzieje się dużo i ciągle, co dzień człowiek coś nowego w gazecie znajduje. I choć zaczęło się to smutno, to jakoś się chyba na dobre obraca. Wprawdzie wiele bardzo rzeczy jest nie tak, jak byśmy może chcieli, niemniej zmiany są duże i – mnie przynajmniej – napawają umiarkowanym, ale autentycznym optymizmem. Oczywiście, trzeba pamiętać o wszystkich uwarunkowaniach zewnętrznych i wewnętrznych, i nie spodziewać się za dużo, ale jednak.(…)
Arturze, to wstyd, żeby mężczyzna (do mężczyzny) taką epistołę pisał, ale niech to służy za dowód naszej za Tobą tęsknoty, że sobie porozmawiać nie można.
Ściskamy Cię oboje, jak też i nasze potomstwo, bardzo czule i serdecznie. Jerzy (…)

Julia Hartwig i Artur Międzyrzecki do Anny i Jerzego Turowiczów
Iowa, 11 maja [1971]

Anno kochana, kochany Jerzy,
ciągle karteczki piszę i liściki, nie napisałem, jak były mi drogie Wasze listy, i jak drogi – i ważny – message Jerzego. I ciekawy, i znamienny, z jakąś ulgą wyczuwalną. Z daleka upraszczają się widoki, i siedzicie na tej mojej biednej scenie – ale innej nie mam – z najbliższymi, no, i co tu mówić, wszyscy na tej scenie pomęczeni, trochę piją alkoholu – bo wieczór – i oczy im się zamykają, ale błogie to jest przecież: wspólna obecność, i płynie się dokądś, może jak na „Batorym” albo „Tytaniku”, no, ale to już inna rzecz i – w końcu – w końcu – nie najważniejsza. (…)

Julia Hartwig i Artur Międzyrzecki do Anny i Jerzego Turowiczów
Des Moines, 26 VIII 1971 r.

(…) Oba zresztą Wasze listy tak wypełnione zmiennością losów, takie ich pełne, że aż od tej różnorodności w głowie się mąci. Wasza rodzina jest jak małe miasto: na jednej ulicy czarne wstążki, a już za rogiem hałasują dzieci. (…)

Artur Międzyrzecki do Anny i Jerzego Turowiczów
[Iowa City] 7 II 1972 (…)

Ile razy myślę też o literaturze – jako ruchu literackim, ruchu krytycznym itd. – ogarnia mnie obawa o małoduszność, próżność, marne zachcenia. Sam druk ma w sobie coś z ekshibicjonizmu – i coś ze zdrady. Wobec czego? Wobec rzeczy czystej, samej dla siebie, i która powinna sobie wystarczyć, bez publikacji. Valéry miał rację: poezja to jest akt kontemplacyjny. A drukowany wiersz, w tym sensie, jest tego aktu zdradą: przygotowany do druku, ogłoszony, staje się czym innym; przede wszystkim udawaniem, że nie polega na kompromisie z językiem; i że wyrazić można niewyrażalne, co jest po prostu dziecinadą.(…)

Artur Międzyrzecki i Julia Hartwig do Anny i Jerzego Turowiczów
[Iowa City] 7 VII 1972

(…) Strasznie się oboje – a właściwie troje – cieszymy perspektywą spotkania Jerzego, marzymy o jego zjawieniu się w Stony Brook: aż dziwnie mi tak pisać. W ogóle: dziwność, tak unikana przez stylistów, to jest żywioł, w którym pogrążony jestem po uszy.(…)
Kochani, najdrożsi Jerzowie! (…)Bardzo już jesteśmy stęsknieni za Wami i pewno już nas tu być nie powinno, ale – rzecz dziwna – brak jakby tego jednego żywego impulsu, który by nas znów za Ocean przerzucił! (…)

Julia Hartwig i Artur Międzyrzecki do Jerzego Turowicza
[Warszawa] 03 12 1992

Kochany, kochany Jerzy! Jubilatowi wolno żartować sobie z własnej uroczystości. Ale czy dla nas nie jest to jedyna może okazja, żeby podziękować Przyjacielowi za dar Jego przyjaźni? Za Jego cierpliwość, wyrozumiałość, za wierną korespondencję, za przywilej wymiany myśli i przekonań, za chwile spędzone na niefrasobliwej rozmowie i żartach? Jest to też okazja, żeby powiedzieć, że przyjaźń z Tobą, Jerzy, nie da się zamknąć wyłącznie w uczuciach osobistych. Nakłada się na te uczucia świadomość – chowana na co dzień do szuflady, choć nie zawsze z powodzeniem – że przyjaźń naszą odwzajemnia człowiek stanowiący również własność publiczną. Być pierwszym autorytetem moralnym w Polsce – kto to potrafi udźwignąć? Kto się nie potknie na tak wysokiej ścieżce? A jednak, z pomocą Bożą, jakoś Ci się to udaje, drogi Jerzy, zapewne głównie dzięki temu, że Twoja własna osoba nigdy, jak się zdaje, nie stanowiła centrum Twoich zainteresowań.(…)
Fragment książki "Wspólna obecność"

« powrót
opracowanie Prekursor